Tout

O wszystkim po trochu

Kalwinizm

Mówiąc o reformacji często jednym tchem wymienia się Lutra i Kalwina. To prawda, Jan Kalwin (Jean Cauvin, zwany Calvin, 1509 -1564) był twórcą drugiego obok luteranizmu wielkiego wyznania protestanckiego. Zapomina się jednak przy tym, że był on o całe pokolenie młodszy od Lutra. Gdy augustianin z Wittenbergi oglądał „zgniły” Rzym, Kalwin miał roczek. Urodził się w Pikardii, w mieszczańskiej rodzinie prawniczej związanej z Kościołem; odbył studia prawnicze, humanistyczne i teologiczne. Zaangażowany w dyskusje religijne zbliżył się do obozu reformacji tak bardzo, że po aferze plakatów atakujących ostro papieża i kler, rozwieszonych w miejscach publicznych Paryża (1534), w obawie przed represjami opuścił Francję i udał się do Bazylei, gdzie w 1536 roku wydał swe znane dzieło Institutio christianae religionis (Urządzenie religii chrześcijańskiej). W jego drugim wydaniu (1539) wyłożył zasady nowej wiary. Ugruntowanie się poglądów religijnych i politycznych Kalwina nastąpiło w latach jego prężnej aktywności w Genewie (1536 – 1538 i od 1541 do śmierci). Kalwin znalazł się w Szwajcarii już po śmierci głównego promotora reformacji w tym kraju, wybitnego teologa i humanisty, Ulricha Zwingliego (1484 -1531). Jego poglądy (choć w mniejszym stopniu niż Lutra) odbijały się również w koncepcjach Kalwina.

Kalwin, jak i inni protestanci, nie uznawał papiestwa i hierarchii kościelnej, kultu świętych, celibatu, większości sakramentów. Podstawą jego doktryny (jak u Lutra) była Biblia, z niej wynikały zasady wiary, moralność, polityka. Przy czym wiara traktowana była jako dar Boży, a nie rzecz wyspekulowana przez człowieka. Konsekwencją takiego pojmowania wiary była kluczowa w jego doktrynie nauka o predestynacji, głosząca że Bóg odwiecznie (z góry) przeznaczył danego człowieka do zbawienia, a innego skazał na potępienie, niezależnie od jego postępowania w życiu doczesnym. Nie wiadomo zatem, kto będzie zbawiony. W takim rozumieniu Kościół to zbiorowisko tych, których Bóg przeznaczył do zbawienia i dlatego nie pokrywa się on z Kościołem widzialnym. Stwierdzenie to nie deprymowało wiernych, nie wywoływało uczucia fatalizmu czy (jak u ludów Wschodu kismet) bezradności wobec przeznaczenia. Wręcz przeciwnie, wyznawcy kalwinizmu rozumowali pozytywnie: ja postępuję cnotliwie, bo jestem przeznaczony do zbawienia. Koncepcja predestynacji odpowiadała aktywizującemu się mieszczaństwu i nowej szlachcie, którzy uznali się za powołanych przez Boga do odegrania szczególnej roli w świecie. Przynosiła nadzieję zbawienia, a przez to dawała prężność, energię, dynamizm życiowy, mobilizowała do działania zwłaszcza te warstwy społeczne, które podejmowały nowe formy aktywności. Moralność kalwińska nakazywała surowy tryb życia, wymagała od ludzi wstrzemięźliwości, sprawiedliwości i pobożności, ale równocześnie z zapobiegliwości o dobra doczesne czyniła nakaz moralny. Katolicyzm pochwalał ubóstwo, kalwinizm – przeciwnie, uznawał, że pracowitość daje zarobek, a gromadzenie bogactw jest formą chwalenia Stwórcy. Pożyczki pieniędzy na procent to nie lichwa, operacje giełdowe są zbożne, taka działalność przysparza dóbr. Trzeba tylko pamiętać, że prowadzi się ją dzięki Bogu i nie należy oszukiwać. Takie hasła musiały odpowiadać młodemu rodzącemu się mieszczaństwu, musiały przyciągać do kalwinizmu.

Kalwin nie wprowadzał kwestii podległości władzy świeckiej – duchownej czy odwrotnie; rozgraniczał te dwa porządki, miały się one uzupełniać, ale nie dopuszczał podległości Kościoła. Organizacja Kościoła kalwińskiego była bardziej demokratyczna od luterańskiego. Na czele gmin o dużej autonomii stał konsystorz, a w poszczególnych gminach liczyła się rola ludzi świeckich. Obok funkcji duchownej – pastora – występował urząd doktora (powiedzielibyśmy naukowca do spraw doktryny), następnie seniorów (starsi – świeccy), sprawujących opiekę nad Kościołem i wiernymi, oraz diakonów zajmujących się szpitalami, nędzarzami, kalekami. Zwraca się nieraz uwagę, że były to elementy organizacji republikańsko-demokratycznej i że wiele z nich zostało potem przejętych przez mieszczański model państwa kapitalistycznego.

Kalwinizm rozprzestrzenił się z Genewy do Francji, głównie północno-wschodniej i południowo-zachodniej, zwłaszcza po 1542 roku, w czasie kiedy ukazało się pierwsze wydanie francuskie Institutio, tłumaczone przez samego Kalwina. Prędko doktryna ta dotarła do Niderlandów, do Danii, Szkocji, do Czech, na Węgry, do Polski i na Litwę, wkrótce do Anglii i Ameryki Północnej.

W XIX wieku rozwinął się pogląd, że tam gdzie w Europie panował kalwinizm, tam następował rozwój gospodarczy, tam zaś, gdzie ostał się katolicyzm, mieliśmy do czynienia z upadkiem ekonomicznym. Wykazaliśmy już w rozdziale o gospodarce, że jest to rozumowanie zupełnie nietrafne, że zachodzące w Europie wczesnonowożytnej procesy ekonomiczno-społeczne są pierwotne w stosunku do reformacji (granica Łaby, odkrycia geograficzne, zmiany centrów handlowych, przemiany struktur społecznych itd.). Niemniej jest oczywiste, że również rodzące się nowe, wczesnokapitalistyczne stosunki społeczno-ekonomiczne sprzyjały powstawaniu takich doktryn jak kalwinizm, jako że odpowiadały tym warstwom społecznym, które szukały nowych form aktywności w życiu doczesnym.

Źródło: M. Serwański, Historia powszechna. Wiek XVI-XVIII, Poznań 2001.

Reklamy

30 Maj 2010 Posted by | Historia | , , | Dodaj komentarz

KBWE – Konferencja Bezpieczeństwa i Współpracy w Europie

Pierwsza Konferencja Bezpieczeństwa i Współpracy w Europie obradowała w latach 1973-1975. Poprzedziły ją długoletnie wielostronne rokowania między państwami NATO i Układu Warszawskiego na temat rozbrojenia, stworzenia bezpieczeństwa zbiorowego i doprowadzenia do jak najszerszej współpracy państw europejskich. Chociaż problem dotyczył Europy, to z racji przynależności do NATO do rozmów włączono USA i Kanadę.

Już w maju 1969 r. Finlandia zgłosiła gotowość udzielenia pomocy w zorganizowaniu konferencji międzynarodowej. Państwa obydwu bloków wyraziły zgodę na podjęcie rokowań i w dniach 3-7 lipca 1973 r. odbył się w Helsinkach pierwszy etap konferencji. Uczestniczyło 35 ministrów spraw zagranicznych państw europejskich, Stanów Zjednoczonych i Kanady. Uzgodniono tam, że dalsze prace nad wypracowaniem wspólnego stanowiska w kwestii bezpieczeństwa zbiorowego, praw człowieka i ustaleniem treści dokumentów prowadzone będą w Genewie. Zgodnie z planem we wrześniu rozpoczęto debaty w trzech grupach roboczych: do spraw stosunków między państwami, do spraw gospodarczych i do spraw humanitarnych. Zakończono je 21 lipca 1975 r., a następnie szefowie 35 państw przybyli do Helsinek, by podpisać tam Akt Końcowy KBWE. W ostatniej fazie konferencji uczestniczyli również obserwatorzy z państw pozaeuropejskich.

Akt Końcowy regulował zasady pokojowego współistnienia państw o odmiennych ustrojach politycznych. Za podstawowe zasady stosunków międzypaństwowych uznano: równość wszystkich państw, wyrzeczenie się użycia siły, nienaruszalność gra¬nic, integralność terytorialną, pokojowe rozwiązywanie konfliktów, nieingerencję w sprawy wewnętrzne innych państw, respektowanie praw człowieka i podstawowych swobód obywatelskich, prawo narodów do samookreślenia, dążenie do współpracy w sferze gospodarczej w celu zabezpieczenia podstawowych potrzeb ludności. Właściwie nie były to treści nowe, ponieważ wszystkie one są zawarte w Karcie i w innych dokumentach ONZ, jednak Akt Końcowy był czymś w rodzaju dokumentu wykonawczego do przepisów uchwalonych przez Narody Zjednoczone.

Uczestnicy Konferencji Helsińskiej uznali za konieczne podjęcie wysiłków na rzecz budowy wzajemnego zaufania, dlatego postanowiono wzajemnie powiadamiać się o planowanych manewrach wojskowych, jeżeli uczestniczy w nich ponad 25 tysięcy żołnierzy, oraz wymieniać obserwatorów wojskowych. Zaplanowano również współpracę w dziedzinie kultury i ochrony środowiska.

Sygnatariusze Aktu Końcowego zdecydowali, że w 1977 r. spotkają się w Belgradzie ministrowie spraw zagranicznych w celu ustalenia szczegółów dotyczących wprowadzenia w życie porozumienia helsińskiego.

ZSRR i kraje komunistyczne Europy (Albania nie brała udziału w Konferencji) złożyły podpisy pod dokumentem, ale nigdy nie stosowały się do wspólnych postanowień i chciały ograniczyć proces współpracy tylko do spraw rozbrojenia. Podstawowe prawa człowieka były w tych krajach łamane systematycznie, dlatego powstawały organizacje społeczne, które kontrolowały, w jaki sposób rządy traktują zobowiązania podjęte w Helsinkach. W 1976 r. powstała w Moskwie z inicjatywy Jurija Orłowa Moskiewska Grupa Helsińska. Jednak w państwie totalitarnym nie mogła długo istnieć ani swobodnie pracować. Wkrótce została zniszczona przez aparat bezpieczeństwa. Mimo prześladowań obrońcy praw człowieka nie zaprzestali działalności. W tym samym roku powstał w Polsce Komitet Obrony Robotników, przekształcony następnie w Komitet Samoobrony Społecznej KOR. Z KOR-u wyłoniła się Komisja Helsińska. Nieco później w Czechosłowacji powstała Karta 77, by walczyć o przestrzeganie przez władze zobowiązań przyjętych Akcie Końcowym KBWE.

Przygotowania do Spotkania Belgradzkiego rozpoczęto 15 czerwca 1977 r. Od początku zarysował się konflikt między Wschodem a Zachodem. Państwa komunistyczne stanowczo odrzucały zachodnie propozycje zmierzające do rozliczenia wszystkich sygnatariuszy z przyjętych na siebie zobowiązań. Wysuwały one bardzo mgliste propozycje „dalszego umacniania bezpieczeństwa i współpracy”, zadowalając się tylko rzucaniem pięknych haseł. Rządy państw obozu sowieckiego zdawały sobie sprawę, że przegląd realizacji postanowień helsińskich wypadnie dla nich zdecydowanie niekorzystnie. Próby Zachodu dokonania choćby ograniczonej kontroli określano jako mieszanie się w wewnętrzne sprawy państw.

Konferencja w Belgradzie trwała od 4 października 1977 r. do 9 maja 1978 r. Mimo protestów Wschodu podjęto sprawę przestrzegania praw człowieka w świecie. Ocena tego problemu generalnie wypadła bardzo niekorzystnie, zwłaszcza dla państw komunistycznych. W ciągu dwóch lat dzielących Belgrad od Helsinek lepsze efekty osiągnięto w budowie zaufania w dziedzinie militarnej. Niepowodzenie koncepcji dalszego rozwoju bezpieczeństwa i współpracy potwierdza lakoniczny Dokument Końcowy Spotkania Belgradzkiego, który właściwie nie wniósł nic nowego do programu KBWE. Nie przerwano jednak współpracy, decydując, że następna konferencja odbędzie się w Madrycie i zostanie poprzedzona trzema spotkaniami ekspertów.

Pierwsza konferencja ekspertów (Montreux 31 października – 11 grudnia 1978 r.) pracowała nad możliwymi do przyjęcia dla wszystkich sposobami pokojowego rozstrzygania sporów. Na drugiej (La Valetta – luty 1979 r.) rozważano możliwość poszerzenia współpracy na rejon Morza Śródziemnego. Wreszcie na trzeciej konferencji w 1980 r. w Hamburgu rozważano problemy współpracy gospodarczej i naukowej, między innymi alternatywnych źródeł energii, produkcji żywności oraz lekarstw.

Spotkanie madryckie zainaugurowano 11 listopada 1980 r., następnie przerwano je w związku z wprowadzeniem w Polsce stanu wojennego, a po wznowieniu obrady trwały do 9 września 1983 r. Drugim problemem, który niekorzystnie wpłynął na klimat madryckich obrad KBWE, była agresja sowiecka na Afganistan.

Komitet Helsiński w Polsce przedstawił Konferencji obszerny raport (.Raport Madrycki) o łamaniu praw człowieka w ostatnim okresie, zwłaszcza podczas trwania stanu wojennego.

Po niezwykle trudnych dyskusjach i sporach o każde niemal słowo 9 września podpisano Dokument Końcowy Spotkania Madryckiego. Idea współpracy w Europie, jakkolwiek piękna w założeniach, napotykała ogromne trudności w ustalaniu konkretów i realizacji, głównie z powodu nieprzejednanego stanowiska państw totalitarnych. Jakiekolwiek ustępstwo z ich strony na rzecz demokracji i wolności narodów musiałoby przynieść upadek systemu. Dokument madrycki dość obszernie odnosił się do praw człowieka, choć nie wprowadzał nic nowego w tej dziedzinie, powtarzając wcześniejsze ustalenia.

W Madrycie uzgodniono termin następnego spotkania: 4 listopada 1986 r. w Wiedniu. Poprzedziły je liczne konferencje międzynarodowe ekspertów, które jednak bardzo mało wnosiły do pogłębienia współpracy i wypracowania wspólnego stanowiska sygnatariuszy KBWE w takich dziedzinach, jak rozstrzyganie sporów, badanie przestrzegania praw człowieka w poszczególnych krajach czy ograniczenie zbrojeń. Nie zdołano nawet przyjąć wspólnych zaleceń w sprawach kultury podczas budapeszteńskiego Forum Kulturalnego w 1984 r. Jedynym pozytywnym zjawiskiem tego okresu były dalsze uzgodnienia rozbrojeniowe i sposobów kontroli procesu rozbrojenia. Jednak uzgodnienia nie szły w parze z rzeczywistym zmniejszaniem światowego arsenału broni.

Państwa komunistyczne uelastyczniły swoje stanowisko i były bardziej skłonne do otwartych debat na wszystkie tematy dopiero wówczas, kiedy przywódcą ZSRR
został Michaił Gorbaczow. To przesądziło o lepszej atmosferze w czasie trwania Spotkania Wiedeńskiego (1986-1989) i o treści Dokumentu Końcowego. Stanowił on duże osiągnięcie w międzynarodowej ochronie praw człowieka i wolności obywatelskich oraz mówił o potrzebie połączenia wysiłków w celu zwalczania międzynarodowego terroryzmu. Zagadnienia praw człowieka, dotychczas tak różniące Wschód i Zachód, miały teraz podlegać szczególnej trosce sygnatariuszy Aktu Końcowego KBWE i być przedmiotem obrad następnych konferencji. W rozdziale Dokumentu Wiedeńskiego, zatytułowanym „Ludzki wymiar KBWE”, powiedziano: „Państwa uczestniczące postanawiają następnie zwołać Konferencję w sprawie ludzkiego wymiaru KBWE w celu osiągnięcia dalszego postępu w odniesieniu do poszanowania wszystkich praw człowieka i podstawowych wolności, jak również w odniesieniu do kontaktów między ludźmi i innych spraw humanitarnych”.

W lipcu 1992 r., już po upadku bloku komunistycznego w Europie i likwidacji ZSRR, odbył się szczyt KBWE z udziałem delegatów 54 państw. Były wśród nich republiki utworzone w wyniku rozpadu imperium sowieckiego oraz Chorwacja i Słowenia. Konferencja wyraziła poparcie dla państw budujących nowy ład polityczny, społeczny i gospodarczy. Zmieniono też system podejmowania uchwał i decyzji – nie jednomyślnie, jak dotąd, ale większością głosów.

Wykorzystując bazę organizacyjną KBWE, w grudniu 1994 r. powstała Organizacja Bezpieczeństwa i Współpracy w Europie (OBWE). Organami OB WE są: Rada Ministrów Spraw Zagranicznych, Komitet Wysokich Przedstawicieli, Sekretariat, Ośrodek Zapobiegania Konfliktom, Biuro Instytucji Demokratycznych i Praw Człowieka.

W 1998 r. Polska objęła roczne przewodnictwo nad pracami OBWE.

Politycznym kierownictwem OBWE jest Stała Rada z siedzibą w Wiedniu. W jej skład wchodzą ambasadorzy akredytowani przy OBWE i zbierają się na cotygodniowych sesjach.
W lipcu 2000 r. w wiedeńskim Hofburgu odbyła się konferencja w 25. rocznicę podpisania w Helsinkach Aktu Końcowego KBWE. Uczestnicy uznali, że OBWE powinna podjąć nowe zadania, jak walka z terroryzmem, narkomanią i handlem bronią.

OBWE jest organizacją bardzo upolitycznioną a często w swoich ocenach nieobiektywną. Tak twierdzą jej polscy działacze, którzy jesienią 2003 r. obserwowali wybory w Azerbejdżanie. Ich zdaniem wybory były farsą ponieważ w więzieniach znalazło się 3 tysiące członków komisji wyborczych odmawiających podpisania sfałszowanych protokołów. Natomiast kierownictwo OBWE nie dostrzegło żadnych nieprawidłowości w wyborach azerbejdżańskich.

M. Borucki, Historia powszechna do 2004 roku, Warszawa 2004.

26 Maj 2010 Posted by | Stosunki międzynarodowe | , , , , | Dodaj komentarz

Wynalezienie energii jądrowej

„Już od pewnego czasu wiedzieliśmy, że lada moment uwolnimy giganta; ale mimo to, kiedy zdaliśmy sobie sprawę, że właśnie to naprawdę uczyniliśmy, ogarnęło nas upiorne wrażenie” – w ten sposób Eugene Wigner, węgierski fizyk i matematyk, wspominał w „Symmetries and Reflections” chwilę, gdy wraz z Włochem Enrico Fermim uruchomił w sali do gry w sąuasha University of Chicago pierwszy w pełni funkcjonalny reaktor atomowy.

Stało się to 2 grudnia 1942 r., w środku wielkiej wojny. „To był koniec początku. To był początek końca” – pisze Richard Rhodes w „Jak powstała bomba atomowa” (Prószyński i S-ka, 2000). Koniec początku, czyli pierwszego, romantycznego etapu badań nad atomem – nie było już wątpliwości, że łańcuchowa reakcja jądrowa może zachodzić w warunkach laboratoryjnych. Fizycy nabrali pewności, że kiedy tylko poluzują cugle gigantowi, wyrwie się spod kontroli. I początek końca – kres złudzeń, że energia atomowa wykorzystana zostanie w sposób pokojowy. Nowa broń, choć jeszcze nie istniała fizycznie, stała się faktem dokonanym.
Niedługo potem w swym gabinecie w Columbia University Fermi rozmawiał o niej z amerykańskim fizykiem holenderskiego pochodzenia Georgem Uhlenbeckiem. W pewnej chwili Włoch miał spojrzeć na zimową panoramę Nowego Jorku. Potem złożył dłonie, jakby trzymał w nich piłkę, i powiedział: „Wystarczy tak malutka bomba i wszystko to zniknie”. Projekt, który miał doprowadzić do jej powstania, nosił nazwę pochodzącą od tego, na co Fermi i Uhlenbeck spoglądali z wieży wydziału fizyki: Manhattan.

A zaczęło się od fascynacji nowymi dziedzinami wiedzy – fizyką atomową i kwantową. Uczeni zaczęli zadawać pytania – przez wieki całe uważane za niegodne oświeconych głów – o dwoistość świata, o sens ukryty w splocie dwóch różnych odpowiedzi na to samo pytanie. O to, czy prawa natury istnieją, czy też sami je tworzymy.

Znikały białe plamy w atlasach, uwagę skupiono więc na niezbadanym jeszcze mikrokosmosie cząstek i atomów.

W podboju nowych terytoriów młodzi naukowcy stali się równorzędnymi partnerami starszych kolegów. Współczesna fizyka była tak zaskakująca, że brak ogłady i granicząca z brawurą inwencja liczyły się nie mniej niż wieloletnie doświadczenie. Uczuciu podniecenia towarzyszył skrywany lęk. Niemiecki chemik Walther Nerst powiedział w 1921 r., iż żyło się wówczas jak gdyby na wyspie z dynamitu, ale chwała Bogu nie znaleziono jeszcze lontu, by wysadzić ją w powietrze. Dzięki odkryciom, czasem współpracujących, a czasem wściekle ze sobą konkurujących niebywale uzdolnionych naukowców, stało się jasne, że w atomie drzemie niewyobrażalna wręcz energia. Że wkrótce wyspa wybuchnie. A iskrą, która zapali lont, jest neutron.

W książce „Science: the Center of Culture” fizyk Izydor Rabi pisał o neutronie tak: „Kiedy wchodzi do jądra atomu, efekt jest równie katastrofalny jak ten, który miałby miejsce podczas uderzenia Księżyca w Ziemię. Uderzenie powoduje gwałtowny wstrząs jądra, szczególnie wtedy, gdy dochodzi do przechwycenia neutronu”. Jądro atomu może wówczas ulec rozszczepieniu, wydziela się energia i nowe neutrony, a te z kolei uderzają w inne jądra – i tak piekielne w koło Macieju.

Zadziwiającym zbiegiem okoliczności fizycy na całym świecie przez wiele lat ignorowali wyniki badań świadczące o rozszczepieniu. Być może dlatego, że Ojcowie Założyciele nowej fizyki – Niels Bohr i Albert Einstein – nie wierzyli w jego sukces. Emilio Segre podsumował tę zagadkę: „Najwyraźniej Bóg w swych niezbadanych zamiarach poraził wówczas wszystkich świadków tego zjawiska”. Nawet kiedy uczeni już przejrzeli na oczy, nie mogli uwierzyć w to, co widzą. Chwilę po tym, jak w grudniu 1938 r. Otto Hahn wysłał do czasopisma „Naturwissenschaften” artykuł opisujący jedno ze swych odkryć, płynący z niego wniosek o rozszczepieniu atomu uranu na atomy o połowę lżejszego baru wydał mu się na tyle „przerażającą konkluzją”, że myślał o wyjęciu listu ze skrzynki pocztowej. Ale nauka, czyli również wyścig o prestiż i nagrody, rządzi się prawami, które rozwiewają tego typu wątpliwości.

„Jeśli to się dostanie w niemieckie ręce, może stanowić większą groźbę dla świata niż wasz jednodniowy głupi dyktator. W przeciwieństwie do Hitlera – tego nie pozbędziemy się już nigdy. Mam na myśli neutron” – przekonywał Paul Lengevin swego kolegę zaniepokojonego dominacją fuhrera („Jaśniej niż tysiąc słońc” Roberta Jungka, PIW, 1967). Ale w przededniu drugiej wojny światowej martwić się należało nie tyle o sam neutron, ale raczej o to, by wiedza o jego potędze nie zainspirowała dyktatora.

Adolf Hitler ułatwił uczonym podjęcie decyzji. Upokarzani przez narodowych socjalistów, oskarżani o uprawianie „żydowskiej fizyki”, powodowani strachem przed faszystami opuszczali Europę, by w końcu za przykładem Einsteina na dobre pożegnać Stary Kontynent.

Na ścieżkę niepokoju świat wkroczył na dobre w 1939 r., gdy Leó Szilard i Frederic Joliot-Curie dowiedli (ale indywidualnie), że są w stanie zainicjować w laboratorium łańcuchową reakcję rozszczepienia. A jeśli udało się dwóm, dlaczego nie miałoby się powieść innym – zapytali Szilard, Edward Teller, Eugene Wigner i Victor Weisskopf, świeżo upieczeni obywatele USA. A jeśli ci inni nie bożkowi nauki biją pokłony? Kierowani lękiem o losy świata, zachęcani przez przesadnie dramatyczne (jak się okazało po wojnie) raporty na temat stanu hitlerowskiego programu atomowego, fizycy wystosowali do rządu amerykańskiego notę zawierającą stanowczą sugestię, by ten zainicjował badania nad bronią jądrową. Podpisana przez Einsteina zyskała moc (autorytetu) porównywalną z samą bombą, ale budziła nikłe zainteresowanie – aż do chwili, gdy 7 grudnia 1941 r. nad Pearl Harbor nadleciały formacje Mitsubishi Zero.

Szefem administracyjnym projektu, który nosił początkowo nazwę Manhattan Engineering District, został 46-letni wówczas generał LeslieR. Groves, o którym jego podwładny pułkownik Kenneth D. Nichols mówił: „To największy sukinsyn, jakiego w życiu spotkałem, ale i jeden z najbardziej zdolnych. Jego ego nie miało sobie równych. Miał niespożytą energię i absolutną pewność co do swych decyzji”. Amerykański fizyk Philip Morrison wspominał: „Jestem pewien, że Groves wybudowałby płot dookoła Księżyca, gdyby mu powiedzieć, że będzie to z pożytkiem dla naszego przedsięwzięcia”.

Gen. Groves potrzebował jednak kogoś, kto myślał i działał jak uczeni. Efemerycznym, niepokornym naukowym duchom należało narzucić dyscyplinę, cenzurę, przypisać obowiązkową obstawę, a jednocześnie sprawić, by bomba stała się ciałem. Groves wybrał 38-letniego Roberta Oppenheimera, charyzmatycznego, choć niespełnionego naukowo fizyka oraz miłośnika orientalnej poezji – i jak się okazało, lepiej wybrać nie mógł. Wszyscy, którzy byli od początku przy budowaniu bazy w Los Alamos, skoczyliby za nim w ogień, opowiadała po latach Dorothy McKibben, która troszczyła się o nowo przybyłych naukowców. Oppenheimer znał po imieniu każdego uczonego i każdego robotnika w Los Alamos.
To właśnie on (zwany potem ojcem bomby atomowej) wpadł na pomysł, by rozproszonych po całej Ameryce uczonych zebrać w jednym punkcie. Wybór padł na ranczo w Nowym Meksyku, które Oppenheimer odwiedzał jako malec. Wciągu kilku miesięcy z niczego powstało coś między bazą wojskową i utopijnym eksperymentem społecznym.

W szczytowym momencie przy projekcie Manhattan pracowało blisko 130 tys. osób. Wydano nań 2 mld doi. (dzisiejsze 20 mld). Produkcją paliwa bomby jądrowej, specjalnych izotopów plutonu i uranu, zajmować się miały ośrodki w Hanford i Oak Ridge. Tylko ten drugi pochłaniał blisko 1/7 całej energii elektrycznej produkowanej w USA, więcej niż Nowy Jork. Wokół fabryk powstały całe miasta (ale do zakończenia wojny próżno ich było szukać na mapach). Uczonych i inżynierów z USA, Kanady i Wielkiej Brytanii zajmujących się samą konstrukcją bomby zakwaterowano w Los Alamos. Początkowo spali w namiotach i jedli pod gołym niebem.

„Teraz wszyscy wyglądają tak poważnie”, opowiadała pani McKibben wiatach 60. „Wtedy byli nie tylko młodsi, ale jeszcze pełni nadziei i zapału. Dopiero znacznie później uświadomili sobie wagę swojego przedsięwzięcia”. Paradoksalnie, ludzie, których dążeniem było zdobycie prawdy, pisał Jungk, mieli spędzić najlepsze lata swojego życia na tworzeniu środków zniszczenia. Ale mało który z nich chciał lub potrafił zdać sobie z tego sprawę.

„W tym, co robiłem, niemoralne – można powiedzieć – było to, że nie pamiętałem o przyczynie, dla której to robiłem i kiedy przyczyna się zmieniła, Niemcy zostali zwyciężeni, przez myśl mi nie przeszło, że to oznaczało, że muszę przemyśleć, dlaczego robię to dalej. Po prostu nie myślałem” – zwierzał się słynny fizyk Richard Feynman w „Przyjemności poznawania” (Prószyński i S-ka, 2006), dając świadectwo postaw naukowców z Los Alamos wiosną i latem ostatniego roku wojny, kiedy długie, trudne, wielotorowe, często kończące się fiaskiem prace nad opracowaniem bomby atomowej dobiegały końca. A potem? Potem było tak, jak powiedział niemiecki fizyk Carl von Weizsacker: „Igraliśmy z ogniem jak dzieci, aż niespodziewanie buchnęły płomienie”.

16 lipca 1945 r. o świcie Robert Oppenheimer palił papierosa za papierosem, obserwując odległy punkt na terenie znanym jako Jornada del Muerto, czyli Droga Śmierci. A kiedy kula ognia pierwszej próby nuklearnej, zwanej testem Trinity (przygotowano bowiem trzy bomby, z których odpalono wtedy jedną), rozbłysła, na myśl miały mu przyjśćwersy z Bhagawadgity: „Gdyby promienie tysięcy słońc/miały rozprysnąć się po niebie, przypominałoby to Wspaniałość Wszechmogącego”. A kiedy już światło przygasło, „Oppie” przypomniał sobie inny fragment świętej pieśni hinduizmu: „Stałem się teraz Śmiercią, niszczycielem światów”.
Mimo protestów naukowców skupionych wokół Jamesa Francka, fizyka z University of Chicago, mimo wsparcia samego Alberta Einsteina (który 6 łat wcześniej zachęcał do skonstruowania bomby), na próbę nie zaproszono gości z zagranicy, nie opublikowano sprawozdania, nie wystosowano do Japonii ultimatum o kapitulację, mimo że wiadomo było. iż przegrywa wojnę. Między innymi dlatego, że jeszcze przed testem Oppenheimer wyraził pogląd, że wybuch jednej bomby jako fajerwerku na pustyni nie da oczekiwanego rezultatu.

Rankiem 6 sierpnia 1945 r. nad Hiroshimą eksplodował uranowy Little Boy, trzy dni później amerykańska superforteca B-29 pojawiła się nad Nagasaki. „Jeśli chcielibyście porównać to z czymś, co znacie, byłby to garnek z gotującym się czarnym olejem” – wspominał Theodore Van Kirk, nawigator bombowca Enola Gay („The Decision to drop the Bomb” Lena Giovannitti i Freda Freeda).

To, co działo się w dole, wspomina jeden z mieszkańców Hiroshimy („Death in Life” Roberta Jaya Liftona): „Wszyscy mieli skórę czarną od oparzeń… Nie mieli włosów, bo się spaliły i na pierwszy rzut oka, kiedy się na nich patrzyło, nie można było powiedzieć, czy patrzy się na nich z przodu czy z tyłu… Trzymali ręce przed sobą… zwisała z nich skóra… Z twarzy i ciała też… Chodzili jak duchy…”. Nieziemski błysk wypalił na ciałach kobiet wzory z ich bluzek, gałęzie drzew odbiły się negatywem na ścianach i słupach elektrycznych. Ale to działo się na peryferiach miasta. W śródmieściu ani drzew, ani ludzi już nie było.

W Ameryce, również w Nowym Meksyku, świętowano (nieco przedwcześnie) kapitulację Japonii. „Jedyna rzecz, jaką pamiętam, to ogromna duma i podniecenie” – opowiadał Feynman. „Organizowano przyjęcia, ludzie się upijali i stanowiło to bardzo ciekawy kontekst, to co się działo w Los Alamos i w tej samej chwili w Hiroshimie”. Robert Brodę mówił: „Byliśmy oczywiście przerażeni działaniem naszej broni. Przede wszystkim dlatego, że nie została zrzucona, jak się spodziewaliśmy, na obiekty wojskowe. Ale, prawdę powiedziawszy, przeważało w nas uczucie ulgi. Nareszcie nasi krewni i znajomi w obcych miastach i krajach dowiedzą się, dlaczego znikliśmy im z oczu przed laty. Zdają sobie teraz sprawę, że spełniliśmy nasz obowiązek. Czuliśmy, że nasza praca nie była daremna”. Radość nie udzieliła się ponoć tylko jednemu człowiekowi, amerykańskiemu fizykowi Robertowi R. Wilsonowi. Na pytanie Feynmana, dlaczego jest taki przygnębiony, odpowiedział: „Zrobiliśmy coś strasznego”.

Projekt Manhattan wyznaczył przełomowy moment w historii nauki ubiegłego wieku. Być może historii nauki w ogóle. Może w historii świata? Bezpośrednim jego następstwem była bomba i przyspieszona kapitulacja Japonii. Ale również blisko 200 tys. ofiar śmiertelnych ładunków jądrowych zrzuconych na Hiroszimę i Nagasaki. Pośrednim – niespotykany ani wcześniej, ani później postęp w dziedzinie badań podstawowych, powstanie nowych znakomitych ośrodków naukowych, a także m.in. NASA, oraz skok technologiczny bez precedensu w dziejach świata. Naukowcy spełnili rolę Szatana, jak powiedział Oppenheimer, a potem wrócili do swych normalnych zajęć.

Życie po Trinity to czas taniej energii jądrowej, ale również życie w cieniu bomby. Tym razem jeszcze straszliwszej, superbomby termojądrowej i neutronowej. Projekt Manhattan wyznaczał też koniec ery naukowej niewinności. Podczas wykładu wygłoszonego w Massachusetts Institute of Technology dwa lata po wojnie Robert Oppenheimer powiedział: „Fizycy poznali grzech; i to jest wiedza, której nie mogą stracić”.

24 Maj 2010 Posted by | Ciekawostki | , , , , | Dodaj komentarz